Najsmaczniejszy - ranking stron kulinarnych
O gotowaniu, o przyjaciół przyjmowaniu, o radości życia
Blog > Komentarze do wpisu

Jagnięcina.

Wiem, wiem, że wielu czytających zaraz pomyśli - nie to już wyższa szkoła jazdy i na dodatek zupełnie nie nadaje się do koncepcji obiadu w 25 minut!

I powiem Wam, że się mylicie. Jagnięcina zagościła w mojej kuchni jakieś dwa lata temu czyli od czasu kiedy zamieszkałam w kraju, w którym jest dostępna niemalże na każdym kroku. Chodziłam koło niej z pewną dozą nieśmiałości i długo nie miałam odwagi. Aż. Stało się kupiłam, zrobiłam i wszyscy się zachwycili. Dlatego podaję tutaj mój przepis ze sto razy wypróbowany i tak łatwy, że każdy może się z nim zmierzyć.

Mam tylko jeden maleńki problem - nazewnictwo. Ten kawałek, który tu obrabiała będę nazywa się a Niemczech Lamm Carre. I na mój gust są to kotlety wraz z żebrami. Nie wiem jak się ta część mięsa nazywa prawidłowo po polsku ale jest tak charakterystyczna, że jak ją raz zobaczycie to rozpoznacie na sto procent. Ale do rzeczy.

składniki:

  • jagnięcina w postaci kotletów w żebrami w kawałku (zaraz będzie zdjęcie) - ja biorę po 3-4 żeberka na głowę,
  • oliwa z oliwek (nie musi być z pierwszego tłoczenia),
  • gałązka świeżego rozmarynu (w ostateczności suszony (jak na moich zdjęciach)
  • główkę czosnku (najlepiej bio bo używam go bez obierania),
  • 2-3 szalotki (też ze skórą czyli najlepiej bio) lub jeśli kto nie ma to zwykłą cebulę średniej wielkości,
  • 1-2 marchewki,
  • sól i pieprz do smaku,

No to do pracy. Mięso myjemy i obcinamy ewentualnie kawałki tłuszczu i błon. Dokładnie wycieramy papierowam ręcznikiem. Smarujemy cały kawałek oliwą ( ja używam do tego sylikonowego pędzelka do pieczenia) i pieprzymy obficie. I teraz tak - jaśli mamy czas i ochotę (smak będzie pełniejszy) to dodajemy przekrojoną na pół ale nie obraną główkę czosnku (dobrze umytą), galązkę rozmarynu (albo suszu odrobinę) przykrywamy wszystko folią aluminiową i odstawiam do lodąwki (może być na całą noc). Ale jeśli nie robiliśmy planów na jagnięcinę z takim wyprzedzeniem a poprostu przyszedł nam do głowy pomysł w sklepie i chcemy zjeść tego samego dnia to też nie problem. Może poleżeć w lodówce 30 minut, godzinę albo wcale.

I teraz bez względu na to nasze mięso leżakowało czy nie postępujemy następująco:

Włączamy piekarnik i ustawiamy na temperaturę 80-1000C.

Rozgrzewamy na patelni odrobinę oliwy (1-2 łyżki) i wkładamy do niej nasze mięso ale bez dodatków. To znaczy czosnek i zioła usuwamy na bok bo nam się mogą przypalić. I obsmażamy mięso z każdej strony chwilkę - tak żeby się przyrzłociło wyraźnie. To jest około minuty na każdą stronę.

Tutaj na zdjęciu widać resztki suszonego rozmarynu i zielonej pietruszki z marynowania. Bo, jak się ktoś wprawi to nie ma problemu - można sobie na tym etapie pozwolić nawet na czosnek. Mnie się już nie przypala ale na pierwszy raz nie polecam.

Teraz tak obsmażone mięso układamy w żaroodpornym naczyniu, dodajemy czosnek, cebulę, zioła i obrane i pokrojone marchewki.

Do patelni, w której  smażyło się mięso wlewamy szklankę wody aby "zabrać" smak i kiedy się zagotuje wlewamy ją do jagnięciny w formie do pieczenia.

Całość wygląda tak:

Piekarnik powinien być już ciepły (pamiętajcie 80-1000C).

Wkładamy do niego mięso i zostawiamy tam na jakieś 20-30 minut. Ja sprawdzam specjalnym termometrem do mięsa czy to już ten moment. Wbija się to cudeńko do mięsa i nawet nie trzeba wiedzieć jaką temperaturę powinna osięgnąć jagnięcina bo producenci maluję najczęściej symbole różnych mięs i już wiadomo.

Po tym czasie wyjmujemy nasze mięso i kroimy w plastry. Powinno być różowiutkie, jak tutaj:

I dopiero teraz solimy mięso! Już po pokrojeniu.

Pamiętajcie, że z takim delikatnym mięsem jest jak z jajkiem - czym dłużej się piecze tym będzie twardsze i w konsekwencji niejadalne!!!

Nie bójcie się tych niskich temperatur i krótkiego czasu. Wystarczają w zupełności!

Ja podaję moją jagnięcinę najczęściej z puree ziemniaczano-pasternakowym albo ziemniaczano-selerowym. W proporcjach pół na pół gotuję ziemniaki z pasternakiem albo selerem, potem ubijam dokładnie z łyżką masła, ewentualnie śmietanki albo mleka i dużą ilością gałki muszkatołowej.

Jako dodatek świetnie pasuje brukselka z gruszkami z przepisu poniżej.

No to odwagi!

p.s.

Sos - zapomniałam o sosie!

To co zostało po pieczeniu mięsa odcedzamy dokładnie, wlewamy na patelnię i ewentualnie podlewamy odrobiną czerwonego wina. Gotujemy na dość dużym ogniu aby odparować nadmiar wody i tym sposobem zagęścić nasz sos. Ja nigdy, przenigdy nie doprawiam mąką bo uważam, że to profanacja. Kiedy sos nam się zredukuje mniej więcej o połowę można dodać 2-3 łyżeczki masła (zimnego z lodówki) co nada mu lekko aksamitną konsystencję. No i na nasze puree!

poniedziałek, 15 grudnia 2008, uruska

Polecane wpisy

  • Barszczyk z uszkami.

    Wiadomo, że to wigilijna potrawa przez wielu ukochana, przez nielicznych prawie nieznana bo w ich regionie gotuje się zupę grzybową albo migdałową. Ja z tych od

  • Łosoś, dwa...

    W ostatnim wpisie kłamałam w żywe oczy, że prościej się już nie da a to... nie prawda. Oto poniżej macie najlepszy przykład, że można jeszcze prościej a może na

  • Cielęcina z kluseczkami.

    Ładny kawałek łopatki cielęcej kroimy w kostkę ok. 1,5 cm . Jedną cebulkę siekamy i jeden ząbek czosnku (choć ja wolę dwa). Cebulę smażymy na rozgrzanej dobrej

Komentarze
2010/12/16 17:01:45
takie jagniece zeberka ;)