Najsmaczniejszy - ranking stron kulinarnych
O gotowaniu, o przyjaciół przyjmowaniu, o radości życia

Szparagi osobno - bo zasługują

czwartek, 01 czerwca 2006

Robi się monotematycznie ale cóż - taki czas!

Obiecane zdjęcia szparagowe i dementi o zakrzywionej czasoprzestrzeni:)))

Tu szparagi białe juz po obraniu ale jeszcze przed gotowaniem:

Prawda, że cudne falliczne kształty?

A tu sos gotowy:

No i szparagi juz po ugotowaniu wydane z sosem:

I w końcu zestaw z młodymi ziemniakami i szynką gotowaną w wersji dla leniwych, tzn. szynka spoczywa obok - nie chciało mi się zawijasów robić.

środa, 31 maja 2006

U mnie to dziś wyglądało tak:

Mniam! A teraz deser gruszkowy i orzeszki z czekoladą. Fajna ta dieta, co :D???

Skoro to sezon szparagowy będzie i mój przepis.

Klasyka klasyki.

Osobiście też wolę szparagi białe, choć z nimi więcej zachodu bo jestem zdecydowaną zwolenniczką obierania!

Nie znoszę jak mi się białe włókna na języku kołtunią.

Zielonych szparagów za to się nie obiera – wystarczy obciąć końcówkę (ok. 2 cm).

Podpatrzyłam na nie sposób absolutnie prosty i uroczy u Nigelli Lawson.

Po ugotowaniu (5-10 minut), najlepiej na stojąco czyli z główkami ponad lustrem wody (do tego przydaje się specjalny garczek), odcedzeniu – łapiemy szparaga w paluchy i maczamy w jajku na miękko. Prawda, że proste? No i pyszne.

Ale wracając do klasyki, którą od Odry po Atlantyk serwują w sezonie wszystkie knajpy i knajpki Europy czyli białe szparagi z młodymi ziemniaczkami, gotowaną szynką i sosem holenderskim.

Otóż obrane (będę się upierała) i koniecznie z obciętymi końcówkami (ok. 1 cm), najlepiej specjalnym nożykiem białe szparagi wkładam do zimnej osolonej wody i gotuję około 15 minut. Czas gotowania zresztą zależy od wielu czynników, między innymi od pogody podczas zbiorów bo ta ma wpływ na jędrność łodyg.

Tak na marginesie – tegoroczna pogoda szparagom nie sprzyja i, jak wieść niesie prosto z Brukseli, co wybredniejsi klienci ignorują szparagowe menu czekając na lepsze czasy.

Trzeba uważać, żeby się nie rozgotowały. Ja próbuję od czasu do czasu podgryzając końcówkę, bo ta najtwardsza.

Kiedy szparagi ugotowane, odcedzamy je (tu znów przydaje się specjalna łyżka bo na sito wylać ich nie możemy – połamią się co oczywiste). Następnie, w wersji dla pracowitych zawijamy każdą łodyżkę w doskonałą jaką gotowaną szynkę i polewamy sosem holenderskim, dla leniwych – plastry szynki układamy obok szparagów.

Do tego nowe ziemniaczki z wiórkiem masła dla rozpusty i odrobiną koperku.

To jest to co jem z upodobaniem i co, jak powiedziałam serwują WSZYSTKIE szanujące się knajpki w całej Europie.

Tak na marginesie, wiele plantacji szparagowych wyposażonych jest w specjalne maszyny do obierania szparagów. Kiedy kupujemy je na miejscu możemy poprosić o ich obranie bez dodatkowych opłat. Oczywiście we wszystkich miejscach sprzedających szparagi, sprzedaje się też sos holenderski w różnych wariantach. U nas udało mi się nabyć ostatnio w kartoniku całkiem, całkiem.

Jeśli zaś kupić gotowego nie można, nie pozostaje nic innego, jak praca samodzielna.

Dla tych cierpliwych i ambitnych, którym się zechce podaję poniżej przepis oryginalny bo holenderski.

Przepis pochodzi z książki „ SO KOCHT FRAU ANTJE HEUTE”, czyli „Tak gotuje dzisiaj pani Antje”. Pani Antje czyli synonim holenderskiej kucharki.

Jest to zresztą moja ulubiona książka kucharska, bo prosta i pyszna.

Zresztą pani Antje nakazuje obieranie białych szparagów i gotowanie ich nawet „Dicke 10-20 Minuten” czyli nasze dobre 10-20 minut!

Ale teraz do sosu.

 

Składniki:

250 g masła (!) – tu przyznaję zmniejszam dawkę

3 żółtka

3 łyżki wody

Sok z cytryny

Sól, biały pieprz

(ja lubię jeszcze gałkę muszkatołową)

I do dzieła:

 

Żółtka z wodą ucieramy w kąpieli wodnej (miseczkę z jajkami stawiamy na garnku z gotującą się wodą) do białości. Następnie dodajemy stopniowo, małymi porcjami masło i nadal ucieramy. Kiedy całe masło zostanie wchłonięte dodajemy do smaku sok z cytryny, sól i pieprz. I gotowe.

To jest wersja sosu podstawowa może kiedyś napiszę też o jego wariantach.

No to teraz życzę już tylko smacznego…

 

 

p.s.

Obiecuję dodać zdjęcia.

 

wtorek, 30 maja 2006

Wielce skomplikowany przepis wykoncypowany w Hamburgu, gdzie świeże szparagi można z rana kupić na targu w cenie jabłek czy pomidorów, za to do dyspozycji miałam kuchnię tak potwornie zasyfioną, że ludzkie pojęcie przechodzi, więc starałam się w niej spędzać minimum czasu, niezbędne do przeżycia. Oj tak, schudłam wtedy, schudłam :). Mieli też genialny chleb na zakwasie, sprzedawca którego usłyszał kiedyś moją rozmowę przez telefon i zapytał zdziwiony ‘O, a Pani z Polski?’. No cóż, niemiecki akcent, tak samo jak duży zasób słów i płynna Deutsch-mowa zasilił niestety kategorię ‘To se ne vrati’.

 

Składniki:

1 pęczek szparagów białych (lepsze, moim zdaniem)

2 łyżki oliwy (w wersji 2. wystarczy jedna)

sól - przy wersji 1. ze dwie szczypty, przy 2. - łyżeczka

pieprz - solidna szczypta

1 łyżeczka przyprawy ziołowej (może być po prostu oregano)

 

Sposób pierwszy: rozgrzać piekarnik do 200 stopni. Obrane szparagi (cienkich i młodych- świeżutkich nie obieram) położyć na wysmarowanej oliwą blasze, skropić rzeczoną oliwą, posypać pieprzem i odrobinką soli oraz ‘ziołem’ hehe. Piec jakieś 15-20 minut, zależy od piekarnika, generalnie chodzi o to, żeby zrobiły się ‘szklane’ czyli kolor jest bardziej przezroczysty i z odcieniem lekko żółtym. Wyjąć i jeść.

 

Sposób drugi: wstawić wodę w garnku, osolić. Szparagi obrać lub nie, jak w sposobie pierwszym. Pociąć na 3, wrzucić do wrzątku i gotować z 5 minut (znów czekamy, aż zmiekną i będą ‘szklane’). Odcedzić, wyjąć na talerz, skropic oliwą i posypać ziołami. Jeść.

 

Ja często kropię też octem, ale jak kto lubi. Mam słabość do smaków ostrych, wyraźnych, kwaśnych i proponuję brać to pod uwagę czytając każdy z moich przepisów.