Najsmaczniejszy - ranking stron kulinarnych
O gotowaniu, o przyjaciół przyjmowaniu, o radości życia

Zupowo

wtorek, 21 grudnia 2010

Wiadomo, że to wigilijna potrawa przez wielu ukochana, przez nielicznych prawie nieznana bo w ich regionie gotuje się zupę grzybową albo migdałową.

Ja z tych od barszczyku więc stąd ten przepis a także stąd, że plączą się po necie przeróżne przepisy na te potrawy i są to przepisy na mój gust niewiel mające z dobrą kuchnią wspólnego. Wyczytałam także tu i tam, że taki barszcz to strasznie pracochłonny jest co mnie niepomiernie zdziwiło. Dlategp poniżej prosto tak, że już prościej się nie da, za to zdrowo i smacznie.

Zaczynamy więc od barszczu.

składniki:

  • buraki czerwone w ilości sporej to znaczy na litr wody 3 sztuki,
  • 3-4 marchewki na 5 litrowy gar,
  • 1 pietruszka,
  • 1/2 selera,
  • 2-3 kwaśne jabłka (np renety),
  • 1 suszony grzybek,
  • 2-3 listki laurowe,
  • 2-3 ziarenka ziela angielskiego,
  • kawałeczek świeżego imbiru (taki 2 cm),
  • majeranek suszony (1 łyżeczka) lub, jak w moim przypadku świeży,
  • pieprz i sól do smaku,

opcjonalnie kilka kropel cytrynowego soku (jeśli kwas z jabłek nie wystarcza),

sok z buraków w kartonie (np Krakus), 2-3 ząbki czosnku.

 

Zabierając się do gotowania barszczu mam zawsze pod ręką sok z buraków taki z kartonu (w Polsce to był Krakus). Dlaczego? Otóż buraki burakom nierówne. Czasem trafią się słodzitkie, czasem takie bez wyrazu. Trudno to przewidzieć kupując je więc som może nam "uratować" zupę.

 

Obieramy wszystkie jarzyny, kroimy buraczki w dość cieńkie plastry (0,5 cm), jabłka ze skórką kroimy na ćwiartki i usuwamy gniazda nasienne i wkładamy wszystko do gara z zimną wodą. Imbir także obieramy ze skórki i przekrawamy na pół. Dodajemy przyprawy (z wyjątkiem majeranku - ten dodajemy na końcu bo "lubi" gorzknieć podczas długiego gotowania). Stawiamy wszystko na niewielkim ogniu i wolniutko gotujemy. Barszcz nie powinien intensywnie bulgotać a tylko sobie lekko "pyrkać". Zaglądamy od czasu do czasu kontrolując jabłka, żeby się nie rozgotowały bo wtedy barszcz straci klarowność. Trzeba je wyjąć, jak zazmiękną. Sprawa nie jest skomplikowana bo pływają sobie po wierzchu.

Po ok 10-15 minutach możemy już spróbować, czy kwaśność zupy nam odpowiada. Jeszcze nie będzie nam smakowało ale kwaćność możemy już ocenić. Jeóli mało kwaśne albo zupa zaczyna "podejrzanie" zmieniać kolor dodajemy do smaku sok z cytryny. Po kolejnych 15 minutach "pyrkania" oceniamy czy zupa ma już swój typowy buraczany posmak, jeśli coś nie tak dodajemy litr soku buraczanego (na ok 5-cio litrowy gar).

Gotujemy do miękkości jarzyn, dosmaczamy ostatecznie ( tutaj dodajemy majeranek) gotujemy jeszcze ze 2 -3 minuty i gotowe!

Uszka będą jutro bo spać muszę, dzisiaj ulepiłam bowiem 120 sztuk więc mi się należy odpoczynek!

 


piątek, 20 marca 2009

Wiem - brzmi banalnie i mało... elegancko.

A jednak namawiam Was na spróbowanie jej w mojej wersji.

Składniki:

oczywiście ziemniaki - najlepiej odmiany gotujęce się na miękko (pamiętam,  że w sklepach polskich jedyna informacja o ziemniakach na metce to była taka, że... jadalne, może zatem warto kupować "u chłopa"?). Ile? Powiedzmy na cztery porcje zupy niech będzie 4-6 (w zależności od tego, jak duże),

cebula - 2 główki średniej wielkości,

czosnek - 2-3 ząbki,

boczek wędzony - ok. 200 g (raczej chudy),

masło i oliwa - po łyżce stołowej

marchew - 2-3 sztuki,

seler - normalnie, jak do każdej zupy,

pietruszka - jedna nieduża,

kalarepka - jedna. Jak ktoś wybitnie nie lubi - może zrezygnować, choć szkoda bo dodaje ona całości świeżego smaku.

przyprawy - sól, pieprz, ziele angielskie (2-3) , liść laurowy (1-2), gałka muszkatołowa, ewentualnie odrobinę majeranku,

śmietana - gęsta, kwaśna (najlepiej creme fraiche, który tutaj można kupić na każdym kroku - jak w polsce nie wiem ale znalazłam przepis na samodzielne wykonanie tutaj. Ale przyznam się Wam bez bicia, że nigdy by mi się nie chciało w to bawić. Dlatego jak kto woli - polska dobra kwaśna śmietany też wystarczy!)

I teraz do roboty.

Cebuję, czosnek i boczek (połowę) pokroić, wrzucić do garczka, w którym będzie się gotowała zupa, wlać łyżkę oliwy, posolić (cebula i czosnek się nie przypalą) i smażyć chwilę - aż cebula będzie szklista. Jeśli boczek miał skórkę lub kości dodajemy teraz do garczka i zalewamy wszystko wodą. Dodajemy marchewkę i seler oraz przyprawy. Wody nie powinno być zbyt dużo - powinna ledwie przykrywać nasze składniki. Gotujemy ok. 10 minut na małym "ogniu".

Teraz dodajemy obrane i pokrojone (nie musi być to żadna misterna kostka bo wszystko będzie miksowane) ziemniaki oraz kalarepkę. Gotujemy do miękkości ziemniaków czyli ok 10 minut. Można dolać wody ale nie za dużo. Zupa powinna być gęsta a wodę zawsze można uzupełnić.

W czasie kiedy zupka się gotuje pozostały boczek pokrojony w zgrabną kostkę smażymy z łyżką masła na niewielkim "ogniu". Boczek smażony na maśle jest bardzo chrupiący.

Kiedy ziemniaki są miękkie wyjmujemy z zupy seler, pietruszkę i połowę marchewki a także kości i skórę, jeśli je dodawaliśmy. Także ziele angielskie i liść laurowy. Taki patent dla tych, którym się nie chce łowić w zupie przypraw - można je włożyć do takich małych sitkowych zaparzaczek do herbaty (są do kupienia w każdym supermarkecie za grosze). Gotując zupę napełniamy zaparzaczkę przyprawami i fru do gara. Potem wyjmujemy wszystko bezproblemowo.

Teraz miksujemy naszę zupę dokładnie - powinna mieć konsystencję gęstej śmietany (jaśli za gęsta - dolewamy wody, jeśli wręcz przeciwnie to mieliśmy pecha. Można ją uratować gotujęc w osolonej wodzie kilka dodatkowach ziemniaków, które należy dodać do zupy).

Podajemy w miseczkach posypaną chrupiącym boczkie usmażonym na maśle z kleksem gęstej śmietany i listkiem pietruszki.

Smacznego!

środa, 17 września 2008

Zapytano mnie czy ja jeszcze gotuję skoro tutaj nie bywam?

No jasne, że gotuję - może nawet więcej niż kiedy kiedyś.

Ale, żeby nie być gołosłowną poniżej coś smakowitego co fantastycznie nadaje się na przystawkę letnią, jak i zimową rozgrzewającą. Poza tym to ostatnio ulubione danie mojego Młodego więc wszystkiefo fajnego, czyli do rzeczy.

składniki:

- 4-5 sporych papryk (tylko nie zielonych!)

- 1 mała papryczka chili,

- 2 średnie cebule,

- ząbek czosnku,

- 3-4 średnie marchewki,

- przecier pomidorowy (ja daję taki z puszki niewielkiej zimą, i w sezonie ze 3 pokrojone w kostkę świeże pomidory),

- kilka łyżek kwaśnej (gęstej) śmietany,

- 2 łyżki oliwy z oliwek albo oleju słonecznikowego,

- sól, ewentualnie pieprz.

Wykonanie proste, jak konstrukcja cepa:

  • Cebulę i czosnek obieramy i kroimy w kostkę. Z papryki usuwany nasiona i kroimy ją w kawałki  ok. 1,5 cm. Tylko chili kroimy drobniutko bardzo.
  • Na dno graczka (takiego zupowego) wlewamy oliwę i smażymy na niej cebulę z czosnkiem.
  • Kidy się zeszklą dodajemy paprykę i i całość dusimy aż papryka będzie miękkawa czyli straci swoją jędrność ( zwykle ok. 10 min.).
  • Następnie wrzcamy obrane marchewki i zalewamy niewielką ilością wody. Chodzi o to, że to będzie zupa miksowana i powinna mieć konsystencję gęstawą. Łatwiej zatem dolać potem wody wedle potrzeby niż zagęszczać zupę zbyt rozwodnioną!
  • Kiedy marchewki są miękkie (6-8 min) dodajemy przecier pomidorowy i całość doprowadzamy do wrzenia.
  • Jeśli używamy świeżych pomidorów to dodajemy je już na etapie dodawania papryki!

Teraz wszystko miksujemy na jednolity krem. Pamiętajcie, że doprawianie trzeba zostawić na czas po zmiksowaniu - wtedy smaki się intensyfikują!

W razie potrzeby dolewamy wody, mieszamy i jeszcze raz dosmaczamy.

Podajemy z kleksem gęstej kwaśnej śmietany i gałązką czego zielonego (pietruszka, kolendra, bazylia, szczypiorek - co kto lubi). Nam smakuje z grzankami z masłem czosnkowym wyśmienicie!

Latem można serwować naszą zupę letnią, zimą zaś oczywiście serwujemy gorącą.

Smacznego.